YT/Paramount Pictures

Wspaniała meta-rozrywka - "Krzyk" [RECENZJA]

Choć nie jestem najwierniejszym fanem kultowych horrorów, to tegoroczny "Krzyk", nawiązujący na każdym kroku do klasyki kina tego gatunku, sprawił mi mnóstwo frajdy. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedna z najbardziej świadomych produkcji, z jakimi miałem styczność w ostatnim czasie.

Meta-kino z prawdziwego zdarzenia

Lubicie nowe produkcje, które świadomie nawiązują do klasyki kina? "Krzyk" wznosi się o kilka poziomów wyżej. Horror oferuje nie tylko mnogość nawiązań, ale jest wręcz filmem w filmie. Fabuła obraca się wokół mordercy, który zakłada maskę tzw. Ghostface'a i krok po kroku stara się wykończyć grupę przyjaciół. Wiemy, że zabójca jest fanem fikcyjnej serii filmowej pod tytułem "Nóż"... i że jest okropnie zbulwersowany tym, że franczyza ta przeszła nieciekawe zmiany, w związku z czym ósma część jest już tylko skokiem na kasę i splunięciem w twarze fanów.

To tylko początek rozważań na temat kultowych horrorów oraz ich współczesnych odsłon. Moja ulubiona scena wyglądała następująco: grupa znajomych siedzi w salonie, starając się dojść do tego, kto jest mordercą. Jedna z dziewczyn wstaje i wygłasza dziesięciominutowy monolog na temat filmowej formy, jaką jest requel (ni to sequel, ni to reboot) i na temat franczyzy kultowej serii filmów, która dostaje się w niepowołane ręce. Na każdym kroku zresztą doświadczamy kwestii dialogowych w rodzaju: "Wypraszam sobie, nie jestem postacią z nowego horroru".

Ba, bohaterowie w pewnym momencie nieco szydzą nawet z horroru, w którym bohater tłumaczy, że pierwszą zasadą horrorów jest nierozdzielanie się. Oznacza to, że jest to nie tyle meta, co meta-metakino. Dwudziesta piąta gęstość. Niesamowite doznanie. Bardzo dawno nie widziałem produkcji, która tak świadomie i z wyczuciem bawiłaby się formą i konwencją. Co więcej, na ekranie pojawiają się postacie znane z pierwszego "Krzyku", które raz po raz nawiązują do kultowego horroru poprzez teksty typu: "Zawsze udawało mi się przeżyć, więc teraz też przeżyję". Mógłbym godzinami rozpisywać się na temat świeżego ujęcia tematyki i stylistyki, jakie oferują twórcy nowego "Krzyku".

"Krzyk" - doskonała rozrywka

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, twórcy bardzo dużą wagę położyli na to, aby nieustannie grać z oczekiwaniami i przewidywaniami widza. Narzędzia stylistyczne są tutaj pozornie ubogie, ponieważ nowy "Krzyk" straszy wyłącznie wyskakującym skądś Ghostfacem oraz niepokojącymi dźwiękami pojawiającymi się wyłącznie w momentach, w których możemy spodziewać się obecności mordercy. I choć brzmi to niebywale biednie i bez polotu, to wykorzystując te proste zabiegi twórcy wykazali się ogromną kreatywnością oraz świadomością na temat oczekiwań odbiorcy. Nie mogę powiedzieć, że "Krzyk" to straszny horror z prawdziwego zdarzenia, ale takie operowanie stylistyką zasługuje na ogromny plus. Bo nie chodzi o to, aby ten film kazał nam zasłaniać oczy - prawdę mówiąc, czułem się trochę tak, jakbym obcował z publicystyką poświęconą gatunkowi, archetypom postaci oraz oczekiwaniom względem kontynuacji kultowych horrorów.

YT/Paramount Pictures

"Krzyk" zapewnił mi przede wszystkim doskonałą rozrywkę - mimo tego, że pierwszą część oglądałem bardzo dawno i niewiele z niej pamiętam. Wszelkie meta-nawiązania są z jednej strony bardzo przejrzyste, a z drugiej momentami niezwykle błyskotliwe w swojej prostocie. Jeśli zatem nie oczekujecie ogromnego strachu, a lubicie, kiedy reżyser bawi się formą (i radość płynącą z tej zabawy czuć na każdym kroku), to z pewnością nowy "Krzyk" się wam spodoba.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to na pierwszy ogień pójdzie tłumaczenie filmu, a konkretniej drobne niuanse, spośród których najbardziej rzuca się w oczy nadużywanie słowa "szur". Owszem, dotyczy on osoby nieco, jak sam wyraz sugeruje, szurniętej, ale odnosi się raczej do szurnięcia w sensie światopoglądowym - szurami nazywa się osoby wierzące w dziwne teorie spiskowe czy w to, że szczepionki zabijają albo są tworzone z martwych płodów. Autorzy napisów do filmu uznali za to, że słowo "szur" będzie idealne w kontekście dziwaków czy przerażających typów. Jest to jednak grzech, który wybaczam, tym bardziej, że niewiele jest innych kwestii, do których mógłbym się przyczepić.

Wydawcą depesza.fm jest Digital Avenue sp. z o.o.
Obserwuj nas na
Udostępnij artykuł
Facebook
Twitter
Następny artykuł