Depesza.fm - wiadomości Polska i świat - wszystko, co najważniejsze
POLSKA I ŚWIAT.
To co najważniejsze
Zrzut ekranu z filmu Cmon Cmon.
YT/A24

Joker w roli wujka - "C'mon C'mon" [RECENZJA]

Joaquin Pheonix kojarzony jest głównie z rolą Jokera - co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Wydawać by się mogło, że żaden reżyser nie poradziłby sobie z wypruciem tej łatki; a już na pewno nie Mike Mills, który ma na koncie "Debiutantów", "Kobiety i XX wiek" i kilka innych filmów, które przeszły bez większego echa.

Wujek zamiast Jokera

Od tej kwestii należałoby zacząć pisanie o "C'mon C'mon", ponieważ tuż po ogłoszeniu obsady i pokazaniu pierwszych materiałów promocyjnych wielu krytyków i filmoznawców znalazło absurdalne hobby - rozprawianie o tym, czy Joaquin Pheonix sprawdzi się w roli innej niż Joker i czy udźwignie ciężar postaci, która różni się od psychopaty w stroju klauna. Zupełnie tak, jak byśmy sobie wszyscy nie zdawali sprawy, jak wybitnym aktorem jest Pheonix.

Spieszę z uspokajaniem wszelkich sceptyków - choć "C'mon C'mon" ma swoje wady, to gra Pheonixa zdecydowanie do nich nie należy. Co więcej, z uwagi na to, że mamy do czynienia z bardzo kameralnym dziełem skupionym na emocjach głównych bohaterów, mogę śmiało uznać, że jest jedną z największych sił napędowych tej produkcji.

Pheonix wcielił się w rolę nieco zagubionego dziennikarza radiowego, którego poznajemy w trakcie przeprowadzania rozmów z dziesiątkami dzieciaków na temat ich wizji przyszłości oraz kilku innych kwestii czysto "życiowych". Motyw dzieci-mówiących-mądre-rzeczy przewija się przez cały film, ale do tego jeszcze wrócimy.

Szybko okazuje się, że ze względu na pilny wyjazd swojej siostry grany przez Pheonixa Johnny musi zaopiekować się jej synem - a jego bratanek w hierarchii ekscentrycznych i karykaturalnie mądrych dzieci zajmuje bez wątpienia wysokie stanowisko. Zachowuje się w sposób absurdalny, ma bardzo dziwne nawyki i na początku - rzecz jasna - podchodzi bardzo sceptycznie wobec swojego wujka, zresztą z wzajemnością.

Kadr z "C'mon C'mon"
YT/A24

I tutaj pierwsza zła wiadomość - możemy się domyślić, jak historia potoczy się dalej i jak będzie ewoluować relacja niemiłosiernie-błyskotliwego-dzieciaka oraz zagubionego faceta. Hollywood dostarczył nam mnóstwo bardzo podobnych historii i współczesny widz z pewnością nie będzie zachwycał się fabułą. Jest bardzo przewidywalna i raczej mało angażująca, bez - być może - oczekiwanego zwrotu akcji, który sprawiłby, że historia będzie nieco oryginalniejsza niż dotychczasowe osiągnięcia quasi-familijnej kinematografii.

Karykaturalnie mądre dzieciaki

Dzieciaki-mówiące-mądre-rzeczy prześladują nas w tym filmie na każdym kroku - czy to jeśli chodzi o zdecydowanie zbyt błyskotliwe spostrzeżenia ekscentrycznego Jesse'a, czy fragmenty dziennikarskich rozmów jego wujka z różnymi dziećmi, którymi reżyser nieustannie nas raczy. Całość miała prawdopodobnie skłaniać do refleksji, ale w praktyce te nieco bardziej filozoficzne fragmenty "C'mon C'mon" są niezwykle miałkie, pozbawione polotu i raczej męczące. Zdecydowanie nie przypadną do gustu dorosłemu, świadomemu odbiorcy.

Pretensjonalność oraz niezbyt intrygująca fabuła to niewątpliwe wady. Najnowsze dzieło Mike'a Millsa nadrabia jednak na kilku innych płaszczyznach. Przede wszystkim mamy do czynienia z produkcją niezwykle kameralną, spokojną i przytulną - pomagają w tym wyważone kadry, czarno-biała kolorystyka oraz ogólny brak pośpiechu. Choć nie jestem zbyt wielkim fanem relacji Johnny'ego z małym Jessiem oraz jej przewidywalnej ewolucji, to muszę przyznać, że została przedstawiona bardzo czule i z odpowiednim wyczuciem.

Ciepłe kino dla każdego

Na uwagę zasługuje również niewymuszone, bardzo ciepłe poczucie humoru. Momentów wywołujących uśmiech na twarzy jest wiele, dzięki czemu jest to produkcja, w której można się zauroczyć pomimo dostrzegalnych mankamentów.

Pointa całej historii oraz "przekaz" przygotowany przez twórców raczej nie porywa i nie zmusza do myślenia, ale mamy do czynienia z nad wyraz poprawnym, bardzo ciepłym i spokojnym kinem, które może przypaść do gustu odbiorcom w każdym wieku - także tym nieco młodszym. Z tego względu zachęcam do odwiedzenia najbliższego kina już 21 stycznia, kiedy to odbędzie się oficjalna premiera "C'mon C'mon".

Warto dać szansę Joaquinowi Pheonixowi, który doskonale poradził sobie z rolą zagubionego wujka, udowadniając, jak świetnym i różnorodnym jest aktorem. Warto dać szansę dziwnym wybrykom niesfornego Jessego granego przez Woody'ego Normana. Warto również dać się wciągnąć wspaniałemu klimatowi, który oferuje ta produkcja. Według mnie jest to najlepszy film Mike'a Millsa, który pozwoli reżyserowi na to, aby dostarczyć nam już tylko coś lepszego (i pozbawionego dzieciaków-mówiących-mądre-rzeczy, bo motyw ten naprawdę potrafi znużyć).

Udostępnij artykuł
Następny artykuł