KENZO TRIBOUILLARD/AFP/East News

Anonymous się nie zatrzymują. Kolejne ataki w Rosji.

Wczoraj, na ponad 400 kamerach rozmieszczonych na terenie całej Rosji, pojawił się napis następującej treści: "Putin morduje dzieci, 352 cywili w Ukrainie nie żyje, Rosjanie okłamali 200RF.com, Chwała Ukrainie! Zhakowany przez Anonymous".

To kolejny atak słynnej grupy hakerów w ciągu ostatnich kilku dni. Dwa dni temu informowano o tym, że rosyjskie kanały telewizyjne ponownie musiały przeprosić się z faktami i zaczęły - wbrew sobie oczywiście - pokazywać prawdziwe zdjęcia z terenów okupowanych Ukrainy. Ofiarami ataku padły Rossija 24, Pierwyj Kanał i Moskwa 24, a także serwisy streamingowe Wink oraz Ivi będące rosyjskimi odpowiednikami Netflixa.

Hakerzy zaatakowali również telewizję Russia Today, która nadaje we Francji. Anonymous przerwali transmisję, by nadać własny komunikat:

Jesteśmy zwykłymi obywatelami Rosji. Sprzeciwiamy się wojnie na terytorium Ukrainy. Rosja i Rosjanie są przeciwko wojnie! Tę wojnę prowadzi zbrodniczy, autorytarny reżim Putina w imieniu zwykłych obywateli Rosji. Rosjanie, sprzeciwiajcie się ludobójstwu na Ukrainie

Głośno było również ostatnio o akcji "skupu czołgów". W sieci pojawił się komunikat mówiący o tym, że każda dzielna, rosyjska załoga czołgu, która zdecyduje się na oddanie swojego pojazdu w dobre ręce, otrzyma bitcoiny o wartości około 50 tysięcy dolarów.

Ratunek, czy zagrożenie?

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, eksperci od cyberbezpieczeństwa z uwagą i rosnącym napięciem obserwują poczynania grupy Anonymous. Często powtarzającym się motywem eksperckich wątpliwości jest: nikt nad nimi nie ma kontroli.

Dzisiaj możemy być z tego zadowoleni i mówić, że dobrze się stało, ale możemy wyobrazić sobie, że ktoś może posłużyć się podobną bronią i nie będziemy się już tak z tego cieszyć. Podobnie jest z ujawnieniem danych na temat 120 tys. rosyjskich żołnierzy. Nie wiemy na przykład, co się z nimi stanie za kilka lat. Na tym właśnie polega problem z tą grupą. Praktycznie każdy jest dzisiaj internautą i coraz więcej obszarów życia zależy od dobrego funkcjonowania sieci. Tymczasem nad Anonymous nikt nie ma kontroli. - mówi w rozmowie z PAP dr Karolina Małagocka specjalizująca się w tematyce cyberbezpieczeństwa
SERGEI SUPINSKY/AFP/East News

Małagocka zwraca uwagę na fakt, że jeśli ktoś będzie ponosił odpowiedzialność po zakończeniu wojny, to na pewno nie anonimowi hakerzy. Problem - według ekspertki - polega na tym, że gdy Anonymous decydują się na przeprowadzenie jakiejś akcji wymierzonej w Rosję, nie analizują skutków swojego postępowania. Na samym początku wojny, grupie udało się odciąć połączenia z rosyjskimi satelitami szpiegowskimi. W przyszłości taki atak, może być potraktowany przez Rosję jako akt agresji Zachodu, za który odpowiedzą niewinni ludzie.

Autor:
redaktor depesza.fm
Wydawcą depesza.fm jest Digital Avenue sp. z o.o.
Obserwuj nas na
Udostępnij artykuł
Facebook
Twitter
Następny artykuł