TOBIAS SCHWARZ/AFP/East News

Niemiecki kurs polityki spokoju w czasie ludobójstwa

W pewnym momencie, gdy ruszyło światowe pospolite ruszenie na Moskwę, a Europa i USA zaczęły ogłaszać kolejne sankcje wobec Rosji, wydawać się mogło, że polityka Niemiec ulega zmianie. Nic bardziej mylnego.

Kanclerz Niemiec jest ogólnie "przeciw"

Scholz sprawia wrażenie politycznego potwora. Z jednej strony, jest całkowicie pozbawiony wyrazu i charyzmy. Stonowana w okazywaniu uczuć Angela Merkel, to przy nim prawdziwy wulkan emocji. Z drugiej strony, kanclerz Niemiec wydaje się człowiekiem, który dzięki wykorzystaniu siły inercji jest w stanie zawsze postawić na swoim.

Przywódca RFN do perfekcji opanował polityczną mowę ogólników. Każde oświadczenie, które wygłasza, każda wypowiedź, której udziela niosą w sobie taką ilość konkretów jak wiadomość z ciasteczka z wróżbą.

Dziś na topie są polskie Migi. Olaf Scholz mówi spokojne "nein, nein, nein" i prosi wszystkie strony o kulturalne, cywilizowane udanie się na wspólne rozmowy. Scholz w tej sytuacji jest akurat dość zdecydowany - wszak dalej kontynuuje politykę nierozwścieczania Władimira Putina. "Musimy bardzo dokładnie przemyśleć wspólne działania. I na pewno nie obejmują one wysłania samolotów bojowych" - mówi kanclerz i zamyka sprawę, bo NATO musi być jednomyślne w każdej kwestii związanej z wysyłaniem "broni ofensywnej" na terytorium w którym toczy się konflikt.

Unia Europejska może zaczekać na Ukrainę - ogłasza spokojnym głosem Scholz. Choć ostatnio padło sporo patetycznych deklaracji ze strony Brukseli, a niektórzy nadgorliwi urzędnicy unijni zaczęli podobno nawet przygotowywać jakieś dokumenty akcesyjne dla Ukrainy, kanclerz Niemiec tonuje hurraoptymistyczne nastroje. Ukraina w UE? Jeszcze nie teraz.

Olaf Scholz uważa, że kurs przyjęty w 2017 roku, mający zacieśniać współpracę gospodarczą i polityczną Unii Europejskiej z Ukrainą, to właściwe podejście. I nie ma najmniejszego sensu, żeby to zmieniać. "Bardzo ważne jest. abyśmy dążyli do tego, co postanowiliśmy w przeszłości" - wypowiedział swoją ogólną formułkę kanclerz i po raz kolejny zamknął kwestię niewygodną dla dużej części krajów europejskich.

AFP/EAST NEWS

Gerhard Schroeder - przebudzenie

Były kanclerz przez cały styczeń i połowę lutego powtarzał, że inwazja Rosji na Ukrainę jest wykluczona i że to śmieszny wymysł europejskich i ukraińskich panikarzy, którzy w końcu powinni przestać "pobrzękiwać szabelkami", tylko usiąść do poważnych rozmów z Władimirem Putinem. Dzisiaj, Schroeder jest już mniej pewny, że wojny nie będzie. W związku z "operacją Rosji w Ukrainie" postanowił nawet porozmawiać ze swoim dobrym druhem z Kremla i spróbować uświadomić mu, że bombardowanie cywili nie jest najlepszą drogą wychodzenia z politycznego impasu. Niemiecki "Bild" twierdzi, że to ostatnia szansa na wyzbycie się reputacji "moskiewskiej marionetki" i zdziałanie czegoś sensownego w polityce międzynarodowej. Ponieważ Putin jest człowiekiem, który oszalał i nie słucha absolutnie nikogo, plan Schroedera wydaje się tak absurdalny, że aż może się powieść.

Autor:
redaktor depesza.fm
Wydawcą depesza.fm jest Digital Avenue sp. z o.o.
Obserwuj nas na
Udostępnij artykuł
Facebook
Twitter
Następny artykuł